sobota, 30 lipca 2011

Drugi wpis...to wielka odpowiedzialność. W końcu zaraz po pierwszym, tuż przed trzecim. Zapewne moglibyśmy tę genialną myśl z moją teściową wspólnie poanalizować. Ale nie o tym chciałem pisać. Jest coś co regularnie pojawia się w trakcie naszych "miłych" dysput, coś co niczym bumerang wraca i sprawia że nasze umysły sięgają wyżyn szukając sensownej argumentacji. Temat ten to KOMUNA. Nie jakas tam komuna, wspólne pożycie pośród osób podobnie myślących i dobrowolnie sie godzących na taki a nie inny stan rzeczy. Chodzi natomiast o tę wielką historyczną KOMUNĘ, tą, która zatrzymała rozwój naszego cudnego kraju na niemal pół wieku, tą, która sprawiła że człecze umysły słabły, miękły i się rozpływały łakome propagandowych trocin. Generalnie wymieniać można sporo, jednak krótko mówiąc za fajnie wtedy nie było: sklepy kojarzyły się z niemiłymi paniami, pustymi półkami i octem, a w razie dostawy towaru wielogodzinnymi kolejkami i brakiem pewności na zakup wyczekiwanego towaru, na ulicach cisza, spokój, gdyż jak pisałem, nikomu się nic nie chciało, bo i tak jesli nawet, to nie ma z czego, bo nie wiadomo, po co, bo przecież WŁADZA nie pozwala. Zawsze można było dostac w ryja od mało sympatycznego pana milicjanta. W TV mało kolorowo, nudno, żeby nie powiedzieć odrzucająco. Tak właśnie pamiętam ten okres. Ja, niestary intelektualista. Natomiast teściowa, zwana dalej MĄDRĄ, TĘSKNI. Tak, tęskni za tym wspaniałym okresem, łezka się jej w oku kręci, jak sobie wspomina tą szarość dnia codziennego, tych miłych panów milicjantów, te cudne puste sklepy, ten wszechograniający marazm. Dlaczego? O tym w następnym odcinku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz