piątek, 5 sierpnia 2011

Dzisiaj było cudownie. Opierdol dostał Teść, dostała Babka, dostały koty(każdy po kolei), moja Luba, ba, nawet Żarłokowi się nie upiekło. Tylko ja, szczęśliwiec uszedłem bez szwanku. Bywają jednak cudowne chwile w życiu. NIE ZAWINIŁEM NICZYM. Jest szansa że pójdę do nieba.
   Sądzę, że powinien się znaleźć jakiś ambitny naukowiec, najlepiej amerykański, który podjąłby się trudu sklasyfikowania typów teściowych jakie występują w warunkach naturalnych w przyrodzie. Dlaczego nie? To ułatwiłoby wielu ludziom podejmowanie ważnych decyzji życiowych. Może nawet spadła by liczba samobójstw. Przecież ten młody, zakochany, pełen ideałów człowiek, biegnąc do ukochanej z kwiatkiem w zębach i pierścionkiem zaręczynowym w kieszeni wiedziałby, co za ryzyko ponosi. Obecnie bierze większość pod uwagę potencjalne problemy z żoną( przyszła żoną). Że to na piwo nie pozwoli iść, że śmieci będzie kazała wynosić, że koledzy już nie będą tak częstymi gośćmi w domu. A co z tym co stoi ZA tym naszym kochaniem? Taka wstępna klasyfikacja ukierunkowałaby potencjalnego żonkosia. Miałby przynajmniej orientacyjną świadomość tego w co się pakuje. Przygotowałby się mentalnie i fizycznie.

środa, 3 sierpnia 2011

Specjalistka

Mówi się powszechnie, że Polacy znają się na polityce, piłce nożnej i medycynie. Ja znam jednak osobnika, płci żeńskiej, który zna się na wszystkim. Tak, bohaterka tego bloga ma taki właśnie dar. Po prostu WIE WSZYSTKO. Mój ubogi słownik czynny nie pozwała mi dokładnie naszkicować tego wyrazu twarzy, tego miażdżącego spojrzenia, tego nie znoszącego sprzeciwu głosu, gdy moja teściowa wyraża opinie na jakiś zawiły temat, który oczywiście nie jest jej obcy. Ja jestem lekarzem. Musiałem się uczyć sporo w liceum, bardzo dużo na studiach, po studiach staż i specjalizacja. A i tak daleko mi do przekonania o swojej bezbłędności jeśli chodzi o działkę, którą się zajmuje. Natomiast moja teściowa wie zdecydowanie więcej. Każdy temat medyczny, jest dla niej jak wiatr w żagle, a ja maluczki, mogę jedynie przytakiwać. Bo mimo wieloletnich wysiłków, daleko mi do tak ogromnej wiedzy w mojej dziedzinie. Może jutro przytoczę jakieś przykłady, dzisiaj już późno i mi się nie chce...

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Instynkt

"Tak ten świat ułożony, że nikomu na nim nie jest zbyt dobrze" zwykł mawiać mój ojciec. Słowa niegłupie, tym  bardziej, że co dnia można znaleźć dowody na prawdziwość tej tezy. Jedni mają czegoś za mało i jest im z tego powodu źle, inni mają z kolei za dużo i oczywiście też niedobrze. Moja teściowa ma za dużo....instynktu macierzyńskiego. Potomek w ilości sztuk 1 zdecydowanie nie był w stanie wykorzystać tego niemierzalnego dostępnymi szaraczkom( których tu reprezentuję) metodami potencjału wszechogarniającej miłości. No skoro moja lepsza połowa(Dżoana) w pojedynkę nie dała rady ulżyć, musiało paść na kogoś innego. Tym kimś był (i jest nadal, a jakże) Żarłok, Czarnuch i Świruska. Żarłok to pies, rasy kundel którego sensem istnienia jest pochłanianie wszystkiego co jest w stanie pokonać drogę paszcza-żołądek. Żre wszystko namiętnie, bez umiaru, w ilościach godnych Bernardyna( Żarłok jest psem, który w założeniu miał ważyć jakieś 7-8 kg, już spory czas temu pożegnał się z tymi gabarytami). Żarłok żre, a teściowa kocha, kocha ponad wszystko. Im więcej miłości, tym więcej jedzenia. Psie nogi żarłoka(ostatnio już nie wychodzi po schodach), serce żarłoka, buntują się co jakiś czas. Ale od czego mamy weterynarzy? Można poleczyć, kochać i karmić  dalej. Więcej miłości, więcej żarcia, więcej leków. Czarnuch też pojeść lubi. Jest kotem, dachowym wyjadaczem. Ale jak to dachowy wyjadacz, ma wszystko w dupie. Miłość też. Jak się naje, idzie się wyspać. Się wyśpi, wychodzi z domu i wraca za parę dni, całe szczęście odchudzony. Jak go nie ma...troska Wszechmatki wisi w powietrzu, zwiastuje rychłą awanturę lub inne zgrzyty, których reszta domowników winna się wystrzegać. Świrka. Świrka podobnie jak Czarnuch tez jest kotem. Tyle że płci pięknej(chociaż akurat w jej przypadku to tak jedynie przez grzeczność można powiedzieć). Od czasu wypadku z kretynami, którzy potraktowali ją smołą, sama biedna nie wie co  się wokół niej dzieje. Nie wie czy chce wejść do domu czy nie, jeść czy nie, spać czy się bawić. Kot wybitnie potrzebujący kociego psychiatry. Ale jednak ma to szczęście, ze jest ulubionym kotem Wszechmatki. Spośród wszystkich kotów z jakimi miała do czynienia, ten właśnie zaskarbił sobie jej miłość matczyną, dzięki urazowej przeszłości.

sobota, 30 lipca 2011

Drugi wpis...to wielka odpowiedzialność. W końcu zaraz po pierwszym, tuż przed trzecim. Zapewne moglibyśmy tę genialną myśl z moją teściową wspólnie poanalizować. Ale nie o tym chciałem pisać. Jest coś co regularnie pojawia się w trakcie naszych "miłych" dysput, coś co niczym bumerang wraca i sprawia że nasze umysły sięgają wyżyn szukając sensownej argumentacji. Temat ten to KOMUNA. Nie jakas tam komuna, wspólne pożycie pośród osób podobnie myślących i dobrowolnie sie godzących na taki a nie inny stan rzeczy. Chodzi natomiast o tę wielką historyczną KOMUNĘ, tą, która zatrzymała rozwój naszego cudnego kraju na niemal pół wieku, tą, która sprawiła że człecze umysły słabły, miękły i się rozpływały łakome propagandowych trocin. Generalnie wymieniać można sporo, jednak krótko mówiąc za fajnie wtedy nie było: sklepy kojarzyły się z niemiłymi paniami, pustymi półkami i octem, a w razie dostawy towaru wielogodzinnymi kolejkami i brakiem pewności na zakup wyczekiwanego towaru, na ulicach cisza, spokój, gdyż jak pisałem, nikomu się nic nie chciało, bo i tak jesli nawet, to nie ma z czego, bo nie wiadomo, po co, bo przecież WŁADZA nie pozwala. Zawsze można było dostac w ryja od mało sympatycznego pana milicjanta. W TV mało kolorowo, nudno, żeby nie powiedzieć odrzucająco. Tak właśnie pamiętam ten okres. Ja, niestary intelektualista. Natomiast teściowa, zwana dalej MĄDRĄ, TĘSKNI. Tak, tęskni za tym wspaniałym okresem, łezka się jej w oku kręci, jak sobie wspomina tą szarość dnia codziennego, tych miłych panów milicjantów, te cudne puste sklepy, ten wszechograniający marazm. Dlaczego? O tym w następnym odcinku...

czwartek, 28 lipca 2011

TESCIOWO SMIECHOWO

Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy doświadczają obcowania z własną teściową codziennie pod wspólnym dachem. Wiem, takich wybrańców losu są miliony na świecie, dlatego sądzę że warto jest temat poruszyć, tym bardziej, że relacja zięć-teściowa stanowi niesamowite źródło życiowych zgrzytów, tudzież zawirowań. Pomysł na blogu narodził się podczas rozmowy z główną bohaterką całego przedsięwzięcia. Moją lepsza połowa stwierdziła, ze nasze rozmowy( teściowej ze mną) warto by publikować, ze względu na ładunek emocjonalny(niekoniecznie pozytywny) jaki im towarzyszy. Padło hasło, że przecież z takiego bloga no to nawet jakaś kasa być może. Więc zaczęliśmy dzielić skórę na niedźwiedziu. Teściowa, zwana dalej w tym miejscu MĄDRĄ, stwierdziła że nie wyraża zgody na 3% zysk, za nicnierobienie.  Zakazuje prowadzenia bloga o tej tematyce. NO WIĘC NINIEJSZYM W DNIU DZISIEJSZYM ROZPOCZYNAM BLOGA O TESCIOWEJ GABI.